Komu pomagamy?Jak powstał sekretariat?Jakie mamy zadania?Biuletyn formacyjny

 


Deprecated: Function eregi() is deprecated in /home/klient.dhosting.pl/ocd/szkaplerz.pl/public_html/aktualnosci/news/show.php on line 2

Konferencja na sierpień 2021
SZCZEPAN T. PRAŚKIEWICZ OCD
MARYJA KARMELITAŃSKICH LEGEND I TRADYCJI (4)

4. Łaska doznana przez św. Ludwika XI, króla Francji, w obronie imienia „Braci Błogosławionej Dziewicy Maryi z góry Karmel”
Inna legenda, którą odnajdujemy w cytowanej już kronice przypisywanej Wilhelmowi z Sandwich, i którą spolszczył m.in. o. Osiński, opowiada o niebezpiecznej morskiej przygodzie króla Francji, św. Ludwika XI, uczestnika siódmej i ósmej wyprawy krzyżowej. Wydarzenie, grożące rozbiciem jego statku, miało mieć miejsce pewnej burzliwej nocy na Morzu Śródziemnym w pobliżu wzgórz Karmelu. Król i jego załoga zostali cudownie ocaleni dzięki interwencji Maryi czczonej w karmelitańskiej świątyni. W drodze powrotnej do Francji, podczas trzeciej nocy żeglugi, tuż przed świtem, statek króla doznał na wysokości wzgórz Karmelu dwóch gwałtownych wstrząsów. Zacytujmy za o. Osińskim:
„W roku 1254, Ludwik XI, król francuski, powracając z Palestyny do swego kraju, znajdował się w wielkim niebezpieczeństwie. Okręt na którym płynął, w bliskości góry Karmelu, zaskoczyła tak gwałtowna burza, że był narażony na niezawodne rozbicie i zatonięcie. Wśród nieustannych błyskawic, które straszliwie rozdziera¬ły nocne ciemności, wśród głuszącego huku bijących raz po raz piorunów, przerażającego ryku wiatrów ścierających się z sobą, wściekłego miotania się fali i wzburzonych bałwanów, doszedł do uszu króla łagodny i poruszający dźwięk dzwonu kościelnego. Zdziwiony monarcha, nie wiedząc gdzie się znajduje, zapytał komendanta okrętu o przyczynę tego zbawienie zwiastującego dźwięku. Komendant, o ile mógł zmiarkować położenie miejsca, odpowiedział, że zapewne burza zagnała ich pod górę Karmelu, gdzie jest kościół Bogarodzicy poświęcony przy klasztorze Braci Błogosławionej Dziewicy Maryi z góry Karmel. Pobożny król, pokładając zawsze nieograniczoną ufność w miłosierdzie Boga i będąc czcicielem Jego Matki, przyrzekł, że pójdzie pieszo do klasztoru, jeżeli błogosławiona Dziewica wybawi go i jego ludzi z tego niebezpieczeństwa, które coraz bardziej przez wzmagającą się burzę wzrastało. Najświętsza Matka miłosierdzia przyjęła ślub Ludwika i prośby jego wysłuchała. Burza ucichła, morze się uspokoiło, król szczęśliwie wy¬siadł na ląd i natychmiast, spełniając swój ślub, udał się pieszo do kościoła na Karmelu i z wielką pobożnością uczestniczył w porannych modlitwach braci. Po odmówieniu porannych modlitw i pokornej kontemplacji tego świętego miejsca, król był głęboko poruszony religijnością braci, którzy nazwani byli najbardziej wyjątkowym tytułem na świecie: Bracia Dziewicy Maryi, przynajmniej w odniesieniu do zatwierdzonych zakonów. Po dopełnieniu uczynionego przez siebie ślubu, otrzymał od przełożonego zakonu błogosławieństwo”.
Nie wiemy, czy opisane wydarzenie miało rzeczywiście miejsce. Sercem opisu jest fakt interwencji Maryi na rzecz króla: to dzwon z klasztoru karmelitów natchnął go wraz z towarzyszami morskiej podróży do wezwania Maryi – Gwiazdy Morza, prowadzącej szczęśliwie statki do ich portów.
W opisie uderza położenie nacisku na maryjny tytuł zakonu: „Bracia Błogosławionej Dziewicy Maryi z góry Karmel”. Autor Kroniki czyni to intencjonalnie. Według niego Maryja uczyniła cud jako Pani miejsca (Domina loci) życia karmelitów, potwierdzając w ten sposób ich prawo do noszenia tak zaszczytnego tytułu. Jeżeli tytuł ten potwierdziła Ona sama, to czyż może negować go jakikolwiek ludzki autorytet? A nie zapominajmy, że karmelitom uciekającym w tamtych czasach z Ziemi Świętej przed saracenami, chciano w Europie tego tytułu odmówić.

5. Salve Regina pierwszych karmelitańskich męczenników
Pierwotni karmelici z góry Karmel musieli pożegnać miejsce narodzin swego zakonu wraz z upadkiem królestwa krzyżowców w 1291 roku. Najpierw, bo już w 1244 roku poddała się Jerozolima, potem, w 1265 roku saraceni zawładnęli wybrzeże palestyńskie z Hajfą, ale bez miast Athlit i Akko. Hajfa poddała się po jednym zaledwie dniu oblężenia i klasztor karmelitów został znacznie uszkodzony. Wkrótce muzułmanie zdobyli Antiochię (1267), Trypolis (1288) i po kilku miesiącach Tyr. Niebawem zaczęli oblegać Akko, ostatnią twierdzę krzyżowców, położoną stosunkowo blisko góry Karmel. Jeden z wczesnych wykazów świętych zakonu podaje, że wielu braci poniosło w tym czasie śmierć z rąk niewiernych, a papież Innocenty IV w bulli Paganorum incursus (z 27 lipca 1247) zaznacza, iż „najazdy pogan spowodowały, że nasi umiłowani synowie, eremici Matki Bożej z góry Karmel, nie bez wielkich utrapień duchowych wyruszali na morze”.
Bolesne wydarzenia pierwotnego klasztoru karmelitańskiego relacjonuje też cytowana już Kronika przypisywana o. Wilhelmowi. Oddajmy jej głos:
„Prawie dwa lata saraceni oblegali bogate miasto Akko. Dopiero w maju 1291 roku po wielu potyczkach, walkach i cudownych obronach chrześcijańskich mieszkańców, miasto dostało się w ręce niewiernych. Poganie wymordowali lub uprowadzili ponad trzydzieści tysięcy chrześcijan. Pewnej grupie, do której należałem także ja, udało się uciec na łodziach. Wielu chrześcijan w podobny sposób uszło z życiem z Tyru i Trypolisu. Saraceni do tego stopnia zniszczyli miasto (...), że nie nadawało się ono do ponownego zamieszkania. Stamtąd udali się na górę Karmel i spalili klasztor Braci Błogosławionej Dziewicy Maryi, który ja wcześniej opuściłem, a który pomimo licznych najazdów nie był jeszcze całkowicie zniszczony. Najeźdźcy zastali zakonników w czasie śpiewu Salve Regina i zabili ich wszystkich mieczem. W ten sposób zakon został zniszczony (...) w Ziemi Świętej. Członkowie zakonu, którzy przebywali w nieprzerwanej kontemplacji Boga na górze Karmel od czasów Eliasza i Elizeusza, a wiec przez dwa tysiące dwieście dwadzieścia jeden lat, podczas tego prześladowania całkowicie utracili święta górę. Myślę jednak, że to musiało się stać, aby spełniły się słowa powiedziane przez proroka Jeremiasza: „spojrzałem – oto Karmel stał się pustynią, wszystkie miasta uległy zniszczeniu przed Panem, wobec Jego palącego gniewu” (Jer 4,26). Także Izajasz przepowiadał, że radość i uniesienie, z którym członkowie zakonu smakowali w słodyczy kontemplacji na tej górze, nie będą trwały wiecznie: „radość i uniesienie zostaną zabrane z góry Karmel” (Iz 33,9). Jednak to właśnie z tej góry członkowie zakonu rozeszli się we wszystkie strony świata. Widzimy bowiem, że od czasów błogosławionego papieża Innocentego IV i świętego króla Francji Ludwika, zakładają nowe prowincje, które wnet zaczynają kwitnąć, obfitując w odpowiednie i dostosowane do dużej liczby zakonników domy. Dzięki pomocy Pana naszego Jezusa Chrystusa, ten rozkwit przyczynił się wielce do rozszerzenia wiary katolickiej. Jemu to, wraz z Ojcem i Duchem Świętym, niech będzie chwała, cześć i honor, po wszystkie wieki wieków. Amen”.
Jakkolwiek najnowsze badania archeologiczne potwierdziły grozę tamtych dni, gdyż wydobyły na światło dzienne skupiska popiołu, spalone fragmenty zabudowań, zniekształconą przez ogień ceramikę i fragmenty muzułmańskich bomb zapalających, niektórzy historycy zakonu, wśród których o. Silvano Giordano, twierdzą, że trudno jest ocenić wiarygodność opowiadania Kroniki, zwłaszcza o tym, co dotyczy nie tylko śpiewu Salve Regina, ale i losów klasztoru. Podczas gdy jest prawie pewne – zawsze według o. Giordano – że muzułmanie zrównali z ziemią inne klasztory na stoku góry Karmel (św. Małgorzaty i św. Eliasza), wydaje się jednak, że karmelitański erem, usytuowany na jej zboczu u źródła Eliasza w Wadi 'ain es-Siah pozostał nienaruszony, jak o tym świadczą relacje późniejszych podróżników, którzy mieli okazję go oglądać. Prawdopodobnie na wieść o zbliżającym się niebezpieczeństwie, nauczeni doświadczeniem z 1265 roku, kiedy to doznali dużych zniszczeń podczas najazdu muzułmanów, karmelici wcześniej opuścili klasztor i udali się na Zachód. Opuszczony klasztor byłby zatem zniszczony w okresie późniejszym.
O męczeństwie zakonników przy śpiewie Salve Regina jest głęboko przekonany o. Osiński. Pisze o nich bardzo rzewnie i ze współczuciem:
„Trudno wyrazić, ile ucierpieli prześladowań i jak straszne znosili męczarnie od tej rozjuszonej dziczy, niewinni bracia zakonu na Karmelu; trudno wysłowić, jak wymyślne zadawali im męki nieludzcy siepacze tyrana, a te męki, te cierpienia, błogosławieni męczennicy znosili z dziwną odwagą i wytrwałością, czym udowodnili swą cześć, swoją miłość dla Jezusa Chrystusa i Jego Przenajświętszej Matki. Bardzo wielu braci zakonnych, w oburzających serce ludzkie, przejmujących zgrozą, strasznych męczarniach utraciło życie, aby się przenieść w krainy błogosławionych i otrzymać z rąk Boga nagrodę za cierpienia i za wytrwałość w świętej, prawdziwej wierze”.
Niejako czerpiąc natchnienie z sentencji Tertuliana, mówiącej że krew męczenników jest posiewem chrześcijan, znany historyk karmelitański, o. Joachim Smet, opisując męczeństwo niektórych karmelitów na Karmelu i emigrację innych do Europy, zauważa:
„Eremici Karmelu, tak bardzo przecież oddani sprawie czuwania na modlitwie, na ziemi uświęconej śladami stóp Chrystusa, musieli mieć bardzo poważne powody, które przynagliły ich do wyjazdu. Jednakże niektórzy z nich postanowili pozostać na miejscu i stawić czoło wszystkiemu, co przyniesie przyszłość. Ale to, co wówczas wydawało się tak rozpaczliwym krokiem, ostatecznie okazało się błogosławieństwem. Nie po raz pierwszy i ostatni dążenie do stłumienia jakiegoś ideału doprowadziło do jego szerszego rozpowszechnienia. Drzewo gorczyczne z Karmelu miało rzucić swoje nasiona w podatny grunt Zachodniej Europy”.
Do tej pięknej myśli o. Smeta dodaje swoje intuicje wielokrotnie już cytowany o. Jerzy Zieliński, który zauważa, że wspomniane gorczyczne ziarna zawierały skryty w sobie potencjał maryjnej myśli, ducha i oddania. „Wiemy, że w pierwotnej wspólnocie Karmelu – ciągnie o. Jerzy – byli tacy, którzy zdecydowali się pozostać na wzgórzach pomimo śmiertelnego zagrożenia. Decyzję tę podjęli nie tylko ze względu na ślubowaną Chrystusowi wierność, ale również dla Maryi – Patronki i Matki zakonu. W ich decyzji podziwiamy miłość wierną, która raz przyrzeczona Chrystusowi i Królowej Karmelu nie zmieniła się, chociaż tragicznie zmieniły się okoliczności życia. Dar kontemplacyjnego powołania postawili ponad własne życie, a oddali je Tej, na którą czekali ze śpiewem Salve Regina”.
Kwestię opuszczenia przez karmelitów Ziemi Świętej i ich osiedlenia się w Europie, nadto Reformy Terezjańskiej, syntetyzuje także „Skarb karmelitański” w rozdziale II, zatytułowanym wymownie „O postępku świętego zakonu karmelitańskiego”. Cdn.
Pytania do dzielenia się:
1. Jakie są nazwy własne Zakonu Karmelitańskiego ?
2. Męczeństwo zakonników z góry Karmel – jak je interpretujemy?
3. Czy śpiew antyfony Salve Regina jest wyznaniem wiary? Czy znasz tekst i melodie tej Maryjnej pieśni ?

[skomentuj] [wróć do newsów]



Powered by PsNews

 
szkaplerz
Aby otrzymywać materiały formacyjne i informacje
o nowościach na naszej stronie
wpisz swój adres mailowy.

 

 

góra strony
  Dokument bez tytułu

 

 
 

Strona Rodziny Szkaplerznej Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych