szkaplerz
rodzina szkaplerzna
szkaplerz

Zachęcamy wszystkich noszących szkaplerz Karmelitański do podzielenia się swoim doświadczeniem.

« ‹ (1 / 922) › »
Avatar
pl Marta

'Mam siedemnaście lat i do dziś nie wiedziałam, że noszę szkaplerz w postaci medalika. Medelik ten mam od Pierwszej Komunii.Nosiłam Go zawsze, bo czułam się z nim bezpieczniej. Szczerze mówiąc do tej chwili nie za dobrze wiedziałam co to jest... Mój przyjaciel zwrócił uwagę na to, że On również ma szkaplerz. Poczytałam sopro ten temat i teraz wiem dlaczego, gdy się bałam to trzymałam zawsze medalik w dłoni, to mnie uspokajało. To czego się dowiedziałam na pewno nie pozostanie mi obojętne.

Avatar
pl s. Emmanuela, karmelitanka Dzieciątka Jezus

'Prawosławny teolog “ Paul Evdokimov w swojej książce pt. „Kobieta” wypowiedział ciekawe zdanie dotyczące Piękna: „Piękno zbawi świat !”.
Oczywiście, dotyczy to kategorii Piękna “ Absolutnego, którym jest Bóg, którym jest Jezus Chrystus, Zbawiciel. Podobało się jednak Bogu uratować, ocalić, uchronić od najmniejszego nawet cienia zła - to, co stworzył jako przeznaczone do Piękna “ Kobietę “ Maryję. Ona zaś z wolnego wyboru ocala tych, którzy się Jej opiece powierzają. Szkaplerz jest tym symbolem Piękna ocalającego człowieka. Podarowała go Maryja Synom i Córkom Karmelu.
Maryja podała szkaplerz także mnie !
Byłam jeszcze w beciku, gdy zostałam przyjęta do szkaplerza. Nie wiem dokładnie kto mnie przyjmował i nie znam dokładnej daty, ale wiem, że było to w kościele parafialnym w Łukowicy, gdzie wcześniej (w niedzielę Oktawy Bożego Ciała) zostałam ochrzczona i otrzymałam imię Maria. Pamiętam doskonale, że jako dziecko zawsze nosiłam na szyi medalik szkaplerzny, tak samo jak reszta domowników. Od czasu do czasu Mama sprawdzała tylko, czy aby go mamy na szyi oraz dodawała, że ma to być nie inny wizerunek, ale ten
z Matką Bożą Szkaplerzną i Sercem Pana Jezusa. Wtedy jeszcze nie pytałam dlaczego ten właśnie, a nie inny medalik mam nosić na sobie. Wystarczyło, że Mama powiedziała.
W maju 1966 roku przyjęłam I Komunię świętą. W tym właśnie roku odbywała się peregrynacja wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej; od domu do domu naszej nowej parafii, do której się przeprowadziliśmy, położonej w dekanacie limanowskim. We wrześniu tegoż roku, w pieszej pielgrzymce udaliśmy się na koronację Piety “ Matki Bożej Limanowskiej, której dokonał bp Karol Wojtyła.
Od roku 1967 , najpierw z Mamą, a potem z kimś innym z rodziny, co roku
pielgrzymowałam do Kalwarii Zebrzydowskiej na 3 “ 4 dni; albo na Wniebowzięcie Matki Bożej, albo na Wielki Tydzień. Pobożność Maryjną, tę ludową znam od dziecka. Mama z Babcią często śpiewały godzinki, zwłaszcza w Adwencie, więc umiałyśmy je na pamięć. W maju i październiku, przy domowym ołtarzyku odbywały się rodzinne nabożeństwa maryjne. Pacierz ranny i wieczorny był i jest nadal wspólny. Także moje rodzone Siostry w swoich rodzinach prowadzą dalej taki sposób modlitwy “ wspólnotowy, rodzinny. (Chodzi o modlitwy ranne i wieczorne).
Kiedy w roku 1972 poszłam do LO w Limanowej i tam zamieszkałam, to zaczęło mi czegoś brakować? Wtedy odkryłam wewnętrzną potrzebę wielkiej ciszy, a znalazłam ją zawsze w pustym kościele. Zostawałam więc po rannej Mszy świętej, jeśli miałam czas, albo przychodziłam po południu, żeby tak sobie z godzinkę posiedzieć przed Panem Jezusem i Matką Boską, tak z potrzeby serca, nie nazywając tego wcale modlitwą. W ogóle tego nie umiałam nazwać, ale też nikomu o tym nie opowiadałam. To była moja tajemnica.
Od tego czasu uwielbiam „puste” kościoły.(Teraz już wiem dlaczego).
Po maturze przez 2 lata pracowałam w biurze w Limanowej, a w roku 1978, zaraz po wyborze Ojca Świętego Jana Pawła II. “ wyjechałam na studia do Zielonej Góry, które ukończyłam w 1982 roku i wróciłam z powrotem w nasze strony i podjęłam pracę w szkole.. Wszędzie towarzyszyła mi Maryja z Jezusem. Także w czasie rajdów, wycieczek, obozów… Najtrudniejsze pytanie o sens życia zaczęło mnie nurtować w górach, podczas rajdów studenckich na drugim roku studiów i wtedy …odkryłam Karmel. W pustym kościele, przy dworcu PKP w Krakowie (nie zauważyłam wtedy, że karmelitańskim), w którym lubiłam posiedzieć sobie, czekając na pociąg (z reguły spóźniony do 2 godzin) relacji: Przemyśl “ Szczecin, przez Zieloną Górę. Ktoś położył wcześniej na mojej ulubionej, pierwszej ławce plik malutkich, lakonicznych ulotek o Zakonie Karmelitańskim i to zaczęło we mnie drążyć! (W wieczności dowiem się kto jeszcze w tym „maczał palce”).A ten kościół przy ul. Rakowickiej jest pod wezwaniem Matki Bożej Wniebowziętej… Maryja oddała mi Jezusa, zawsze tak ze mną postępowała “ podawała mi Jezusa i już nic więcej nie widziałam poza Nim. I chociaż mówiłam już do niej kochana moja Mamusiu, to Ona pozostawała w cieniu, gdzieś dalej… Jezus zaś doprowadził mnie do bardziej zażyłej relacji z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym. Zostałam hojnie obdarowana przez Bożą Opatrzność powołaniem do życia konsekrowanego w Karmelu. Ostatecznym ogniwem była Jasna Góra, gdzie wypłakałam całą moją bezradność, bo nie wiedziałam dokładnie do jakiej wspólnoty karmelitańskiej mam pójść. Było to 14. sierpnia 1983, zaś 15. sierpnia 1983 zgłosiłam się już do Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus i jestem tu .nadal. Jej opieka jest uprzedzająca i natychmiast przychodzi mi z pomocą. Zdarza się, że ja nie widzę zagrożenia, ale Ona je rozpoznaje, więc działa przez różnych dobrych ludzi, których spotykam na mojej drodze życia. Kontempluję i kocham to Piękno, które niezawodnie prowadzi mnie do Piękna Absolutnego, Niestworzonego “ do Boga. Często całuję mój szkaplerz, który jest jak dobre ręce Maryi, Matki Szkaplerza świętego, mojej Matki.
Austriacki biskup Egon Kapellari w książce „Sztuka umierania”, opowiadając o Simone Weil, napisał, że:”Piękno pozostaje eliksirem życia. (…) Taka poezja może mieć tylko jedno źródło, a jest nim Bóg.” Maryja łączy z tym Źródłem, dlatego można Jej zawierzyć i razem z Janem Pawłem II. śpiewać „Totus Tuus”

Avatar
ca BEATA SZYDLOWSKA

Chcialabym podzielic sie radoscia - znakiem jaki Maryja dala swoim dzieciom pielgrzymujacym do niej a polskiej parafii sw. Kazimierza w Vancouver , BC (Canada) do Ladner 23 sierpnia 2009.
W ostatnia niedziele udalam sie wraz z synkiem na piesza pielgrzymke do Groty Matki Bozej Pocieszenia w Ladner (25 km od Vancouver), z grupa okolo 70 osob z naszej polskiej parafii sw. Kazimierza w Vancouver (British Columbia). Przybylismy na miejsce okolo 2:15 by o godzinie 3 po poludniu uczestniczyc we mszy sw. przy grocie. Pare minut przed 3, wszyscy stali juz zgromadzeni w uroczystej procesji aby udac sie pod grote. Zostalam poproszona, by pomoc niesc duzy obraz Matki Bozej. Ucieszylam sie bardzo z tego. Za chwile jednak przeproszono mnie, wybrano do tego dwoch mezczyzn. Troszke mi •••••• bylo, bo to byl zaszczyt dla mnie, ze moge niesc obraz Matki Bozej. Ale okazalo sie, ze Ona potrzebuje mnie gdzie indziej, choc ja tego wtedy jeszcze nie rozumialam. Otoz kilka metrow dalej, na brzegu parkingu, na trawie lezal mezczyzna. Pomyslalam, ze odpoczywa przed Msza po trudach pielgrzymowania. Szybko jednak okazalo sie, ze on ma atak serca. Wszystko to dzialo sie w przeciagu sekund. Ludzie zgromadzeni wokol ???debatowali??? nad nim, a ja krzyknelam, ze trzeba wezwac natychmiast pogotowie. Mezczyzna caly spocony, czerwony lezal na trawie w silnym bolu. Ktos wyciagnal do mnie reke z telefonem komorkowym (nie mialam przy sobie swojego w tym czasie) i zadzwonilam po pogotowie. W tym czasie, jak rozmawialam z pogotowiem ratunkowym, cala procesja, wszyscy pielgrzymi udali sie juz na msze sw. Zostalam tylko ja i jakas znajoma tego mezczyzny. Gdy skonczylam rozmowe z pogotowiem, wrocilam do tego mezczyzny (oddalilam sie pare krokow, zeby dobrze slyszec, bo wczesniej ludzie mi zaklocali), przykleklam przy nim na trawie i spytalam, czy nie ma nic przeciwko temu, zebym zalozyla mu szkaplerz. Odpowiedzial, ze oczywiscie, ze nie, ale on nosi krzyzyk. Odparlam, ze to jest znak specjalnej opieki Matki Bozej. Zdjelam z szyi swoj szkaplerz i nalozylam mu. Nadjechal ambulans. Po krotkim wywiadzie z chorym mezczyzna okazalo sie, ze serce sie calkowicie uspokoilo. Zabrali go jednak do szpitala, zeby go przebadac. Ja nie bylam juz potrzebna i udalam sie z pospiechem do groty na msze, ktora juz sie rozpoczela. Na tym nie koniec. Kiedy wracalismy do domu wieczorem (po ••••••• i nieszporach), zabralismy ze soba pewnego mezczyzne, bo nie mial czym wrocic (ci, co szli w pieszej pielgrzymce zostawili samochody przy kosciele w Vancouver, ja tez, ale moj maz przyjechal po mnie i syna). W drodze zapytal mnie, czy slyszalam, ze komus cos sie stalo, wzywano pogotowie. Odparlam, ze tak, bo sama to pogotowie wzywalam. I wtedy powiedzialam slowa, ktore Duch Sw. wlozyl w moje usta (zaznaczam, nie bylo to zadne moje przekonanie, przemyslenie czy cos podobnego; prawda jest taka, ze potem o calej sprawie zapomnialam uczestniczac w •••••••, jedzeniu, nieszporach): mianowicie padly takie slowa, ktore jak uslyszalam, co powiedzialam, to sie sama zdumialam, a to jest tylko potwierdzeniem, ze to sam Duch Sw. posluzyl sie moimi ustami (nie pierwszy zreszta raz) ??? Matka Boza, do ktorej pielgrzymowalismy, dla ktorej znosilismy trudy tej pielgrzymki, ktora przyszlismy uczcic w tej Grocie, dala znak swoim dzieciom, ze jest z nami ??? przez to nalozenie szkaplerza (tez tego nie zaplanowalam, to bylo spontaniczne) i natychmiastowe wrecz uspokojenie jego serca. Bogu Trojjedynemu i Matce Najswietszej niech bedzie chwala i gorace podziekowanie.
Beata Szydlowska

Avatar
pl Bogusława

'Moje życie od zawsze było związane z Maryją.Od najmłodszych lat mama zabierała mnie na Jasną Górę, rok w rok kilka dni spędzałyśmy w Częstochowie. Zawsze jadę tam, jak do siebie. Moja kochana mama zmarła w święto Bożej Rodzicielki - 1 tycznia. W tym czasie byłam na Jasnej Górze prosząc Maryję o zdrowie dla mamy.
Zrozumiałam, że teraz mam inną Mamę i Jej zawierzyłam swoje życie. I chociaż los mnie nie oszczędzał, to w każdym wydarzeniu widzę prowadzącą rękę Boga i czułą opiekę Maryi. Na pewnym etapie życia zetknęłam się z zakonem karmelitów. Podczas rekolekcji w 2002 roku przyjęłam szkaplerz i w miarę możliwości staram się korzystać z rekolekcji w Czernej. Zakochałam się w tym miejscu i w obrazie Matki Bożej Szkaplerznej. Maryja wielokrotnie spieszyła mi na ratunek.W nocy z 16 na 17 lipca 2004r. uległam bardzo poważnemu wypadkowi. Wiem , że to Maryja ochroniła mnie przed najgorszym.
Dużo Jej zawdzięczam i czasami, jak teraz czuję się niegodna tak wielu łask. Wydaje mi się, że Ją zawodzę, nie potrafię Jej naśladować w pokorze, miłości, zaufaniu. Tak chciałabym, aby jak najwięcej ludzi przyjęło Jej szkaplerz, powierzyło Jej swoje losy, tak chciałabym, aby w mojej parafii pod wezwaniem św. Teresy od Dzieciątka Jezus ten szkaplerz był rozpowszechniony. Próbowałam coś w tym kierunku zrobić, nie udało się. Potrzeba dobrej woli wielu osób. Pozostaje tylko modlitwa.

Avatar
pl Mateusz

'ZAPAMIĘTANY OBRAZ
Matka Boża zawsze była obecna w moim życiu. W dzieciństwie lubiłem modlić się w pobliskim kościele, w którym znajduje się obraz i sanktuarium Matki Bożej. Gdy klękałem w kościelnej ławce, wydawało się mi, że Madonna z ołtarza patrzy na mnie. Miała lekko pochyloną głowę, uśmiechnięte usta i szeroko otwarte oczy. Przed tym właśnie obrazem moja babcia modliła się o powołanie dla wnuka.
W okresie dojrzewania przeżyłem poważny kryzys wiary. Ze swojego życia wyrzuciłem Maryję. Twierdziłem, że jeżeli istnieje Bóg, to wystarczy mi jeden Pośrednik w osobie Jezusa Chrystusa. Ale był to raczej Bóg filozofów, a nie tych, którzy otrzymali z miłości Jego Jednorodzonego Syna.
Po wstąpieniu do zakonu karmelitańskiego zacząłem ponownie odkrywać osobę Maryi. W sposób szczególny myślę tu o tajemnicy szkaplerza. Całe moje życie jest wędrówką na górę Karmel - ku miejscu, w którym Matka Boża jest Królową. Podczas tego wędrowania przychodzi mi z pomocą w trudach życia. Codziennie pośród prozaicznych obowiązków szkaplerz, który noszę, przypomina mi o wierze Maryi. Mówi, że już teraz uczestniczę przez wiarę w świętych obcowaniu, że zbawieni modlą się za mnie.
Matka Boża jest dla mnie wzorem zaufania i wierności w miłości do Boga. A szkaplerz jest przypomnieniem o tej odwiecznej niewidzialnej łasce, którą obdarzył mnie Bóg. Wierzę, że w sposób szczególny Maryja zapragnęła, abym żył w Karmelu.

Avatar
pl Krystyna

'WEZBRANE WODY I SZKAPLERZ
Gdy czytałam czy słyszałam słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, iż zawsze nosi szkaplerz, myślałam o mojej niewierności, jeśli chodzi o noszenie szkaplerza. Wracając czasem myślą do mojej pierwszej Komunii Św., stwierdzałam, że niewiele pamiętam. Dwie rzeczy utkwiły mi w pamięci: deszczowa pogoda, wezbrane wody rzeki, przez którą przeprawialiśmy się wówczas łodzią na drugi brzeg do kościoła parafialnego oraz to, że w tym dniu przyjęłam szkaplerz. Na początku nosiłam go, potem zamieniałam na inne medaliki, w młodości zaś zarzuciłam na rzecz modnych wisiorków. Podobnie z modlitwą związaną ze szkaplerzem. Choć w zasadzie nie było w moim życiu „czasu bez pacierza", to nie wzywałam wstawiennictwa Maryi Królowej Szkaplerza św. Raczej w ogóle Maryja była na „uboczu" mojej wiary.
Mieszkając w pobliżu mało może znanego sanktuarium maryjnego Okulice w die-cezji tarnowskiej, uczęszczałam tam często na niedzielną Eucharystię. Czasem w gorącej modlitwie zanosiłam do Maryi swe dziecięce czy młodzieńcze prośby. A gdy nie widziałam skutków, pozostawałam zadziwiona milczeniem Tej, która „podobno wszystkich wysłuchuje"
i to utrzymywało mnie w dystansie do Niej. Dopiero z czasem, po wielu doświadczeniach życiowych i przeżyciach duchowych, odkryłam mądrość Matki, która wie, co dać swemu dziecku, i zrozumiałam to chłodne milczenie. Ona, choć milczała, była w moich życiowych problemach, zmaganiach, poszukiwaniach. Nie zrażała się moją wobec Niej obojętnością. Cieszyła się z pewnością, gdy w pewnym momencie jak Zacheusz odpowiedziałam na wezwanie Mistrza i zaprosiłam Go „do siebie". Dla Niego szukałam czasu wyciszenia i modlitwy, trafiając na rekolekcje do Czernej. Tu Jezus wskazał mi na Maryję. Obudziło się wspomnienie przyjęcia szkaplerza i świadomość niewierności. Wtedy też odnowiłam moje „przymierze" z Maryją. Nie wiedziałam wówczas jeszcze, że za parę lat ofiaruje mi Ona przynależność do Świeckiego Zakonu Karmelitańskiego, gdzie w jeszcze głębszy sposób w czasie przyrzeczenia, a potem ślubów powierzę się Najświętszej Dziewicy Maryi Matce i Królowej Karmelu.
Nie od razu znalazłam Maryję jako swoją Matkę, od tego jednak czasu stawała mi się coraz bliższa, a więź z Nią coraz bardziej żywa. Jeszcze głębiej zaczęłam rozumieć sens tamtego Jej milczenia. Obrazy zapamiętane z dnia pierwszej Komunii św. - z jednej strony wezbrane wody rzeki, błoto, z drugiej zaś szkaplerz - dały mi przekonanie, iż to Maryja przez znak szkaplerza ofiarowany mi w dniu pierwszego mojego spotkania z Jezusem eucharystycznym wyratowała mnie z wielu zagrożeń życia i zbawienia w młodości.
Droga mojej wiary ukazała mi, jak bardzo Jezus jest z Maryją, a Ona z Nim. Jak bardzo Maryja ochrania i broni tych, którzy Jej się powierzyli, choć bywają niewierni. Jak bardzo chce ich doprowadzić do jedynego celu i sensu ludzkiego życia, którym jest Jej Syn. Jezus zaś wskazuje na Pośredniczkę wszelkich łask - swoją Matkę. Ona, Oblubienica Ducha Świętego i Stolica Mądrości, jest najprostszą drogą do Boga. Szkaplerz, który teraz wiernie noszę, przypomina mi, że jestem dzieckiem Matki Boga, w której mam wierną opiekunkę, orędowniczkę i wzór do naśladowania - Niewiastę pełną łaski.
Była cicha i piękna
jak zorza poranna i wciąż jest
i piękniejszej nie będzie i potężniejszej w miłości przed którą
wielcy i mali chylą głowę i do Jej serca się tulą a szatan drży...
Córa swego Syna obleczona w słońce Moja Mama!

Avatar
pl Karmelita bosy

OBECNOŚCI MATKI
Kilka miesięcy przed wstąpieniem do Karmelu zmarła moja mama. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego tak się stało, bardzo cierpiałem i płakałem (ci, którzy to przeżyli, coś o tym wiedzą). Ta śmierć bardzo mnie zmieniła, stałem się pod wieloma względami innym człowiekiem (choć dopiero dziewiętnastolatkiem). W moim sercu odsłoniła się nagle wielka przestrzeń miłości macierzyńskiej, pusta przestrzeń, której nikt nie mógł zaspokoić. Odczułem wielki brak, głód matczynej miłości. A Bóg uczynił po prostu z tej śmierci źródło łask dla mnie i mojej rodziny, z których największą jest Maryja i Jej szkaplerz.
Najświętszą Pannę obrałem sobie za moją mamę, Jej zawierzyłem wszystko, mimo że moja pobożność maryjna była jeszcze wtedy bardzo uboga, skromna i uciszona. Co ciekawe, nosiłem już wtedy od dwóch lat szkaplerz karmelitański. Przyjąłem go dzięki siostrom Uczennicom Krzyża z mojej rodzinnej parafii. Nosiłem go wiernie, choć głębi w tym nie było żadnej. Pamiętałem tylko, że szkaplerz to znak zbawienia i bliskości Maryi. W historii mojego życia miało to jednak kolosalne znaczenie: wstąpiłem bowiem do zakonu, którego bracia i siostry są odziani w ten właśnie szkaplerz (opatrzność Boża, a nie przypadek!). W klasztorze dopiero rozkwitła moja uciszona miłość do Maryi. Tam podczas jednego z czuwań przed obrazem Matki Bożej Szkaplerznej w Czernej ponowiłem swoje synowskie oddanie Maryi, dostrzegłem wtedy w Niej pewne rysy mojej ziemskiej mamy, co jeszcze spotęgowało moją miłość. Zobaczyłem, że żyję w zakonie tak bardzo maryjnym, że mam na sobie habit Najświętszej Maryi Panny z góry Karmel, a szczególnie szkaplerz święty - niezasłużony dar Matki.
Ten święty szkaplerz noszę już od sześciu lat, w tym cztery w zakonie karmelitów bosych. Doświadczyłem na sobie wiele razy, że jest to szata, która chroni przed szatanem, przypomina o Kimś, daje poczucie bezpieczeństwa, upodabnia do Chrystusa i wskazuje królestwo niebieskie. Wiem, że dzięki niemu bardziej poznałem i ukochałem Maryję, a więc i samego Chrystusa, dzięki niemu czułem w trudnych, jak i radosnych chwilach rzeczywistą obecność Maryi. Kiedy zmarła moja mama, Ona zapełniła pustkę miłości macierzyńskiej, Ona zaprowadziła mnie do swego zakonu i otacza opieką do dziś. Ku mojej ogromnej radości Maryja przyodziała swoją szatą także całą moją rodzinę, to jest tatę, siostrę i pięciu braci (w wieku od lat 7 do 27). Każdy z nich z taką wiarą, jaką ma, nosi brązowy szkaplerz na piersi, a ja ufam, że pozwolą się w swym życiu prowadzić Maryi.

Avatar
pl Monika

PRZYJĘCIE DARU
Tak naprawdę Maryję poznałam dopiero kilka miesięcy temu, a wydaje mi się, że znałam Ją zawsze. Może dlatego, że zaufania do Niej uczył mnie ten sam Duch Święty, który nauczył mnie zaufania do Jezusa; że to sam Jezus zachęcił mnie do powierzenia Jej mojego życia i przekonał, że Jego Matka nie ma innego pomysłu na zbawienie i życie z Bogiem niż On, bo innego sposobu nie ma; że Jej miłość, to, kim jest i jaka jest, ma źródło w Nim. To było ciekawe, że zawsze gdy pytałam Ją o Nią samą, wskazywała na Jezusa, ja patrzyłam na Jezusa, a On mówił o Niej.
Gdy poznając Maryję, zapragnęłam bardziej otworzyć przed Nią serce, powierzyć Jej życie - aby lepiej poznawać Jezusa, a poznając Jego, poznawać Ją - pojawiła się możliwość przyjęcia daru szkaplerza. Najpierw bardzo tego zapragnęłam, ale potem
- gdy z różnych powodów nie było to możliwe, a tzw. stary człowiek (w sensie grzesznej natury) doszedł do głosu - szkaplerz zaczął wydawać się czymś infantylnym, tandetnym, niepotrzebnym, groteskowym itp. Tak więc było we mnie z jednej strony poczucie bezsensu, a z drugiej pragnienie przyjęcia daru szkaplerza. Nie pozostało nic innego jak zwrócić się do źródła, początku, z którego w ogóle wziął się ten „pomysł". Tak więc przyszłam w modlitwie do Jezusa, pokazując mu całe zamieszanie, jakie mam w sobie, co wcale nie było łatwe - trochę człowiek czuje się beznadziejnie głupio, gdy ktoś daruje mu coś bardzo cennego, a obdarowanemu to coś wydaje się tandetne, niepotrzebne i w dodatku musi o tym powiedzieć temu, kto przychodzi z darem.
Spotkanie z Jezusem skończyło się tym, że okazało się, iż to nie dar jest kłopotliwie beznadziejny i tandetny, ale moje myślenie na ten temat jest beznadziejne, głupie, tandetne itp. Całe szczęście, że poznaniu przychodzącemu od Boga towarzyszy też Jego miłość, siła, akceptacja i gotowość przebaczania, inaczej samopoznanie skończyłoby się tragicznie. Przyjęłam więc dar szkaplerza. Jedyne, co można zrobić w tej sytuacji, to zaufać Bogu przychodzącemu z darami. Staram się to czynić, chociaż nie jest to łatwe, ale On powiedział w swoim Słowie, że możliwe...

Avatar
pl Paweł

'ZNAK PRZYNALEŻNOŚCI DO MARYI
Szkaplerz karmelitański jest dla mnie znakiem tego, że całkowicie należę do Maryi i jako Jej syn i brat służę Bogu, który obdarzył mnie swoją miłością. Przyjmując szkaplerz, nie zdawałem sobie sprawy, jak wielką łaską jestem obdarowywany. Wartość owego prostego sukna, jakim jest szkaplerz, odkrywała się przede mną stopniowo
- wraz ze wzrostem pragnienia całkowitego zdania się na Boga.
Z czasem stawało się dla mnie coraz barĂ‚Ĺądziej oczywiste to, że szkaplerz jest widzialnym znakiem niewidzialnej obecności Maryi, której tak bardzo doświadczyłem w życiu. Szkaplerz stał się dla mnie zewnętrznym wyrazem wielkiej tajemnicy, jakiej Bóg dokonał w moim sercu. Jest to przyjęcie do siebie Maryi - na wzór św. Józefa, a później wielu innych świętych, takich jak Ludwig Grignon de Montfort czy Maksymilian Kolbe. Jest to życie w Maryi, z MaĂ‚Ĺąryją i dla Maryi.
Jestem przekonany, że dar szkaplerza karmelitańskiego pozwolił mi odkryć powo-łanie, jakim jest naśladowanie Jezusa przez całkowite przylgnięcie do Jego Matki, którą Bóg wybrał sobie, aby stała się przewodniczką dla wielu słabych i grzesznych ludzi. Wśród nich znalazłem się i ja, który - dzięki łasce Bożej - w prostym brązowym suknie odkryłem głębię i tajemnicę, którą stanowią sam Bóg i Jego Matka.

Avatar
pl Małgorzata

'Moja karmelitańsko-szkaplerzna przygoda zaczęła się ponad 5 lat temu, w dość niespodziewany sposób, kiedy znajomy kapłan podczas takiej luźnej rozmowy zaproponował przyjęcie do Szkaplerza Karmelitańskiego... Niestety,nie odpowiedziałam na nią od razu, ale zachowałam się tak jak niewierny Tomasz. "P o t r z e b o w a ł a m" znaku od Szkaplerznej Królowej. No i stało się...właściwie przyszło to niespodziewanie, Maryja zainterweniowała...ochroniła mnie swoim Płaszczem Opieki przed wypadkiem na ulicy dzięki nieuważnemu kierowcy jadącemu ciężarowym samochodem (na codzień poruszam się przy pomocy wózka inwalidzkiego). Kiedy powiedziałam
o tym kapłanowi przy spowiedzi, po prostu zdrętwiał... Dalej jednak trwałam w tej niepewności. Dopiero w święto Przemienienia Pańskiego w czasie odpustu w swojej parafii usłyszałam słowa, które mniej więcej tak brzmiały..."Trzeba chronić się pod opiekę Matki Bożej, Ona wszystko może." I wtedy już byłam pewna...nie zapomnę dnia w którym przyjęłam szkaplerz w swojej miejscowości z rąk jednego z Ojców z Czernej (imię zna tylko Królowa Karmelu i niech tak zostanie) nie w kościele, lecz "na łonie" przyrody. Świetne doświadczenie i głębokie. Czasem wydaje mi się, że nie podołam zobowiązaniom, że ciągle o Niej - Maryi zapominam, ale też i ciągle "łapię się" na tym, że ilekrość coś nie tak, coś nie wychodzi, czuję Jej namacalną opiekę.Królowo Karmelu dziękuję

« ‹ (1 / 922) › »

szkaplerz
Aby otrzymywać materiały formacyjne i informacje
o nowościach na naszej stronie
wpisz swój adres mailowy.

 

 

 
góra strony
  Dokument bez tytu³u

 

 
 

Strona Sekretariatu Szkaplerznego Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych